.........................Życie czasami aż boli.........................
O autorze
www.Bigoo.ws www.Bigoo.ws www.Bigoo.ws www.Bigoo.ws www.Bigoo.ws

Glittery texts by bigoo.ws

image hosting for myspace

image hosting for myspace

IRA
"Bezsenni"
By Inventive

Szablony i muzyka na bloga
Photobucket Poezja cool myspace layouts

cool myspace layouts

Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl E-sancti.net blog quicksnake.pl
Fantasy Myspace Comments
MyNiceProfile.com 2011 już za:|2011 już ma:
Открытки анимации к Новому году Kalina Janowska - uratuj mnie! PustaMiska - akcja charytatywna fotogalerija
RSS
niedziela, 02 marca 2008
Nie zaufa nikomu już więcej
W nim widziała wszystkie spełnienia
Bez namysłu rzuciła się w wir
Nie myślała czy jest to prawdziwe
Kiedy szeptał - "Ze mną już żyj !"

Kiedy oczy otwarła naprawdę
Zobaczyła zdeptane serce
Niebo nagle runęło w przepaść
Nie zaufa nikomu już więcej

Samotna dusza
Wstawiasz literki w puste przestrzenie
Ale czy warto ? Dusza wciąż pyta
Zapełniać pustkę tylko słowami
Oliwić furtkę, która ciągle zgrzyta

Wokoło same obumarłe drzewa
Stary krzyż czasem pomacha ramieniem
Deszcz kroplą żłobi kolejne ślady
Już nie zapuścisz tutaj korzenie

W górze się chmurzy zimne niebo
Światłem błyskawic przecina horyzont
Zmęczone oczy przykrywasz powieką
Lecz one nadal tą pustkę widzą

Serce pamięta tą ludzką ohydę
Z twarzą błyszczącą rysą fałszywą
Od podstaw budujesz lepsze jutro
Z samotną duszą, lecz ciepłą i żywą

Gdy duch młody
Łudzić się, to szkoda czasu
Kazać sercu żeby śniło
Potem więdnąć z serca żalu
To po diabła taka miłość

Lepiej lubić tylko troszkę
Sex uprawiać i świat zwiedzać
Lekko brać życie, uczucia
I smutkowi już się nie dać

Śpiewać, tańczyć, bałamucić
Choć na karku latek wiele
Radość jest wszak dla każdego
Gdy duch młody mieszka w ciele



Nie depcz drugiemu marzeń
Nie depcz drugiemu marzeń
Bo nie wiesz co jutro przyniesie
Gdy kochasz nie mów żegnaj
Bo ktoś już się nie podniesie

Nie krocz do celu bezwzględnie
Bo los ci odpłaci z procentem
Szanuj innych jak siebie
Podłość jest życia błędem

Może człowieka byś ujrzał
Gdyby tak ściągnąć z niego pancerz
Odsłonić oczy zza szkieł niewidzącymi
Z ust wylać cały zbiornik jadu
Odłożyć maskę z ustami śmiejącymi

Duszę szorować do całkowitej czystości
Serce wyciągnąć z kamiennej skrzyni
Może człowierka wtedy byś ujrzał
Prawdziwego, nie tego co życie z niego czyni


Wystarczy trafić na to, co chcesz
Niebo dziś znowu płacze
Za wiele pustych nocy
Szczęście się ciągle rozmija
Choć oczy patrzą, by nie przeoczyć

W głowie splątane myśli
Wargi od bólu nabrzmiałe
Nogi się rwą tam, gdzie ciepło
A serce tłucze w piersi jak oszalałe

Miłość nie liczy nam lat
Każdemu kochać pozwala
Wystarczy trafić na to, co chcesz
I świat twój już się nie rozwala

piątek, 29 lutego 2008
Wlecze się starość
Wlecze się starość dźwigając brzemię
Czasem upada pod ciężarem
Zmęczone nogi kroczą powoli
To los obdarzył ją takim darem

Plecy się garbią od tych bagaży
Z wysiłku żyły pokryły ręce
Rzeźba na twarzy od bruzd kłopotów
Bo lata przebyła w męce

A teraz smutek tylko w nagrodę
Przyszło jej żyć dziś w samotności
Taka zapłata za ciężkie brzemię
Dawno zniknęła tęsknota do miłości

czwartek, 28 lutego 2008
Przeszłości potwory
W zaświatach błądzi jego dusza
Za życia nie dbał o nią wcale
Nic nie znaczyły czyjeś słowa
W piersi miast serca, kamienie małe

Ścieżki życia usłane z butelek
Za serce płaca podłością co dzień
Wciąż wymagałeś od bliskich wiele
Dla nich twe serce zamknięte w chłodzie

Wierzyłeś tylko w swojego boga
Wymyślonego w szału procentach
Wszystkie te krzywdy dane od ciebie
Rozbite serce już będzie pamiętać

Krótka twa droga na tym padole
Twoje odejście nie było żalem
Z domu zostały same ruiny
I oczy, które płakały stale

Życie w ciemności na dnie butelki
Ułuda domu bez fundamentów
Zabiła duszę w nędznym ciele
Wpisała cele życiowe z procentów

Nie ma dla niego przebaczenia
Ni obecności tam, gdzie ten pomnik
Co dzień powraca piekło co było
Choć bardzo się starasz by zapomnieć
To każdą chwilą pamięć o wszystkim przypomni

Czasem modlitwę wyszepczą usta
Za duszę człowieka, co zawsze był chory
Bliscy dziś żyją normalnym życiem
Lecz w snach nadal gnębią ich przeszłości potwory

Kamuflaż
Nie tknięte jadło na talerzu
Obok chusteczka jeszcze mokra
Powietrze pachnie nienawiścią
Smutne oczy patrzące w okna

Krtań dusi rozpacz ciemny wieczorem
Kolejny dzień znów jest stracony
Do losu splątane myśli kierujesz
Dziś jesteś znowu rozżalony

Brak ci spokoju w codziennym dniu
Puste twe życie bez przyszłości
Dziś chcesz przymierza nawet z piekłem
Żeby uniknąć od niego złości

A miałeś im dać cieplutki dom
Z oknem jasnym od miłości
Z czasem opada z ludzi kamuflaż
Wychodzi potwór pełen nienawiści

Podziękujmy
Każdy z nas jest tylko mgnieniem
Ziarenkiem życia takim małym
Błyskiem czasu w tej przestrzeni
Pod tym niebem rozszeptanym

Za tą radość podziękujmy
Losu, który stworzył wszystkie zimy
Wiosny, lata i jesienie
Za najmniejsze tu godziny

Usta niech szepczą cieplutko
Słowa czułe tak potrzebne
Niech otulą każde serce
By poczuło tchnienie podniebne

Ukłon złóżmy na tym szlaku
Nawet na śliskim, ciernistym
Refren wiatru schwyćmy w dłonie
Kochajmy życie sercem ognistym

Gdy przyroda wyda wyrok
Rozkaz losu przyjmijmy dumnie
Nicość leczy wszystkie rany
Tam pójdziemy wszyscy tłumnie

To się skończyło
To się skończyło tamtego lata
Człowieka całkiem odmieniło
Czas nic tu dzisiaj nie pomoże
Życie już w pył się rozbiło

Granicą prawdy a sumienia
Czasami biegnie myśl splątana
Czarna jak smoła z głębi piekieł
Dusza dziś diabłu zaprzedana

Tęsknoty skrzydła czas pozbawił
Opadły w nicość jak liście zerwane
Nie wrócą dni tak pełne uniesień
Bramą goryczy zaryglowane

wtorek, 19 lutego 2008
Polski emeryt
Twarz pokryta bruzd troskami
Piękna nie ma już w tym ciele
Zdrowie poszło hen za góry
Pozostało chorób wiele

Serce już nie chce uniesień
Tych zakłamań zwących ciepłem
Łudzić się, to dla młodego
Który miłość myli z piekłem

A ta głowa już siwiutka
Myśli po bezsennej nocy
Przerażona tym co ważne
Czy wystarczy nędznych groszy

Nikt mu w życiu nie pomoże
Po co komu wrak człowieka
Który życie przeżył marnie
Teraz już na śmierć tu czeka

Starość  . . .  podła części życia
Nic pięknego już nie zazna
Jaki kraj, taki i człowiek
I w kieszeni polska emerytura marna

Życie ...
Wokół cisza, deszcz pada
Pięść wyciągasz do okrutnego losu
Nie chcę już zatrzymanych chwil
Które nie chcą żyć moimi marzeniami

Wszystko powoli odpływa w cień
Tam za granicę ludzkiego bólu
Mrok płaszczem duszę otula szczelnie
By zakłamanie nie wyciągało rąk

Życie  . . .  nędzny ślad na drodze
Pusta kieszeń z rozmazaną twarzą
Po co komu niespełnione jutro
Kiedy świeca powoli zaczyna dogasać


poniedziałek, 18 lutego 2008
Skreślasz naiwność w swojej karcie bycia
Reumatyzm czasu łamie kości
Zbolałe myśli naznaczył czas
Wspinaczka życia po strawę doznań
Zawiedzione tętni w pustej piersi w nas

Odarto z piękna twoje życie
Wrażliwość śmiesznym gestem dla tłumu
Szydercze twarze namiastki ludzkich postaci
Pozbawione duszy, serca, rozumu

Trwasz uzbrojony w nieczułą godność
Zastanawiając się, czy to jest cel życia
Myśli kierujesz tylko ku sobie
Skreślasz naiwność w swojej karcie bycia


Wtedy zrozumiesz
Karmisz ją kłamstwem znakomitym
Okrytym płaszczem niby prawdy
Pod cienką warstwą każdego zdania
Twój slogan siedzi już zużyty

Tak beznadziejne twoje trwanie
Z kłamstw się cieszące tu na co dzień
Płaskie, ubogie, lecz w złotej oprawie
Pachnie oszczerstwem każde zdanie

Lecz kiedyś maska z tej twarzy opadnie
Obłuda wyjrzy na światło dzienne
I nie pomogą już żadne sztuczki
Wtedy zrozumiesz, że jesteś na dnie

Psia niedola
Tańczą wrony na zmarzniętej trawie
Ich krakanie płoszy zimy czas
Czarne pióra błyszczą w tej zabawie
Zimny wiatr czesze długie skrzydła
Ich sylwetki gną się jak te widma
Za plecami stoi zadumany las

Blade słońce mruży senne oczy
Kuli się, bo zmarzło nieco dziś
W perłach szronu była Ziemia w nocy
Śnieg jaśnieje cienką warstwą
Wybielając wszystko swoją barwą
Jak futerko, które nosi polarny miś

Pośród zasp powoli brnie pod wiatr
Bury kundel, który zgubił własny dom
Nieprzyjazny jest dla niego świat
Z oczu słone kapią łzy
W gardle jęczy rozpacz nad losem złym
Czy odnajdzie szczęśliwy schron ?

Zastanów się co inni czują
Otwórz swą duszę na Ziemi mowę
Na ten pokorny głaz obok drogi
Na płacz pluszczącej wody w strumieniu
W której obmywasz strudzone nogi

Posłuchaj śpiewu na dnie kamyka
Niech on w twej głowie myśli uciszy
Otwórz swe oczy na to, co wokół
Może twe serce życie usłyszy

Bo życie jest tam, gdzie stąpa twa stopa
Gdzie biegną myśli, a ręce pracują
Obmyj swą twarz pokrytą brudem
Zastanów się co inni wokół czują

Chcesz być człowiekiem?
Chcesz być człowiekiem
Madrym, szlachetnym ?
Okryj płaszczem miłości
Cudzy uczynek szpetny

Nie rań innych na co dzień
Nie zadawaj cierpienia
Przecież jesteś człowiekiem
Po co w podłość siebie zmieniasz ?

Życie to nie bajka
Dni twoje rodzą się w bólach
Jesteś cząstką wszechświata
Który stworzyła natura

Jesteś pyłkiem na Ziemi
Deszcz obmywa ci ciało
Wiatr suszy twoją skórę
I znaczysz tak bardzo mało

Walcz o to, co jest pięknem
Podnosi twoją wartość
Nie bądź pustym błaznem
Twoje marzenia to zwykła marność

Realny świat taki szary
I dni podobne do siebie
Bierz z życia to, co najlepsze
I radość przyniosą ciebie

sobota, 16 lutego 2008
Dawno zabrakło naiwności
Dawno zabrakło naiwności
Miałeś zbyt bystre oczy
Nie jesteś taki jak dawniej
Nie chcesz tego, co nie cieszy

Nędznie i brudno wokół
Cel już jest nieosiągalny
Nie zamienisz go na nic innego
Masz teraz inne życiowe cele

Ważne jest to, czego pragniesz
Ty wiesz, co przyniesie ci radość
Nie miałaś szczęścia w życiu
Więc miej to, o czym marzysz

Świat stoi przecież otworem
Podziwiaj jego uroki
Warto to wszystko zobaczyć
Zanim odejdziesz w nicość

Została samotność i wiersze
Odwieczny los wędrowca
Na dróżkach naszej nostalgii
Stubarwny świat jest otwarty
Który nas wszystkich wabi

Jak obłok wysoko w górze
Płynąca fala istnienia
Z serca wyrywa okrzyk
W momentach uniesienia

Chcesz poszybować w górę
Szukając swojego toru
Wypełniasz losu zadania
Z duszą pełną honoru

Wyciągasz dłonie do szczęścia
Chcesz być szczęśliwy raz jeszcze
Ale twój czas na to minął
Została samotność i wiersze

Ludzka nienawiść
Życie rozdarło twoją duszę
Ludzie zdeptali mściwością
Jak pusty worek marzeń
Dźwigasz resztki swego życia

Łzy wypłukały uczucia
Pragnienia rozmyła podłość
Pozostały wspomnienia piękna
I twoja ludzka godność

To, co działo się wokół
Zabiło w tobie kobiecość
Wstrętnie pachnące powietrze
Radość zamieniło w nicość

I komu było potrzebne
Chamstwo i wielka podłość
Zamknęłaś siebie dla wszystkich
A wszystko przez ludzką nienawiść

Wokół sama nędza
Włączam dziś telewizor
Film już się szybko kręci
Nie myślę o tym, co później
W głowach tych błaznów się święci

Nawet to śmieszne nie jest
Takie to płaskie i podłe
Prostaków może i bawi
Szpanerstwo na głupią modłę

Powinni bawić, weselić
Zamiast w depresję wpędzać
Podły ten polski naród
A wokół sama nędza


środa, 13 lutego 2008
Jesteś zerem

Wystarczy tylko spojrzeć

Jaka z niego ohyda

I głowa zawsze pusta

Co od razu widać

Puszy się tak, nadyma

Chodzi z nosem zadartym

Każdy zna jego wartość

Bo zero jest warty

Kłamie o wielkich pieniądzach

A na chleb nawet nie ma

Łże z głupoty i strachu

Bankrutem jest również jego ziemia

Przyznaj się głupi farmerze

Inaczej każdy zobaczy

Biegasz za kasą kobiet

I nic dla nich nie znaczysz

sobota, 09 lutego 2008
Nędzna nasza Polska cała
Nędzna nasza Polska cała
Pełna brudu, taka szara
Naród ciągle wegetuje
Drogo życie nas kosztuje

Pensje są tylko głodowe
Nie stać nas na buty nowe
A emeryt i rencista
Marne grosze w dłoni ściska

W nędznych domach nie ma ciepła
Miłość dawno z nich uciekła
Bez uśmiechu ich mieszkańcy
W kącie siedzą jak skazańcy

Dawno nas nie stać na wczasy
Straszne zaistniały czasy
Żyć samemu  -  tak się gada
Żeby drugi nie objadał

Po co komu jakieś związki
To kłopoty i dodatkowe obowiązki
I w tradycji naszej polskiej
Wódę piją coraz mocniej

Gdzie ratunek ?  Już nie wiemy
Żyć godziwie tutaj chcemy
Mieć na życie, na rozrywki
Mamy dosyć rządowej zagrywki

I mściwości od sąsiadów
Oraz kościelnych zakazów
Telewizja niech zmądrzeje
Wstręt ogarnia, co się u nich dzieje

Zamiast bawić i odprężać
Wartościowość nam zawęża
Do depresji lud wpędzają
Coraz mniej rozumu mają

Głupcy z braku zatrudnienia
Dla własnego umilenia
Przeszkadzają innym  w życiu
W tym i tak żałosnym byciu

Tu płacz łączy się z udręką
Tu kolejarz wali ręką
A w melinach na barłogach
Zbiera się kompania nowa

Tu wieśniacy, rzemieślnicy
Wszelkie męty wprost z ulicy
Zamiast brać te dobre wzory
Uczyć się i piąć do góry

Pozbyć się chorych urojeń
W ciszy szukać swych ukojeń
Do lekarza pójść po radę
Przyjąć od nich życiową zasadę

Wolą być naszą zakałą
Z brudną mózgownicą małą
Brać przykłady wprost od chama
Małych dziur śmietanka sama

Ale dosyć o tym wszystkim
Po co pisać o tym brzydkim
Kraju i większości ludzi
Który każde ciepłe serce ostudzi

Życia sedno
Starość jest brzydka dla każdego
Jest jak ognisko wypalone
Na wszystko sił brakuje jej
Jak drzewu, gdy zostało powalone

Z piersi wyrwano pragnień kwiat
Na wszystko ma niewiele czasu
Z ciepłych uczuć odarł los
Jak jesień z liści wokół lasów

Już w nic nie wierzysz, no i słusznie
Zbyt wiele było w życiu kłamstw
Czas wyrwał z ciebie te dążenia
Nie chcesz już więcej ludzkich kłamstw

Patrzysz mądrymi oczami duszy
I prosisz los tylko o jedno
Żeby ci spełnił jeszcze przed śmiercią
Marzenie  -  twego życia sedno