.........................Życie czasami aż boli.........................
O autorze
www.Bigoo.ws www.Bigoo.ws www.Bigoo.ws www.Bigoo.ws www.Bigoo.ws

Glittery texts by bigoo.ws

image hosting for myspace

image hosting for myspace

IRA
"Bezsenni"
By Inventive

Szablony i muzyka na bloga
Photobucket Poezja cool myspace layouts

cool myspace layouts

Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl E-sancti.net blog quicksnake.pl
Fantasy Myspace Comments
MyNiceProfile.com 2011 już za:|2011 już ma:
Открытки анимации к Новому году Kalina Janowska - uratuj mnie! PustaMiska - akcja charytatywna fotogalerija
RSS
poniedziałek, 08 września 2008
Natrętny kler
Wszędzie swój nos wtykają
I deptać każdego lubią
Choć są czarnymi owcami
Swoim brudem się chlubią

Gotowi zagryźć każdego
Kto się nie korzy przed nimi
Mściwość mają w swych sercach
Chwalą się kochankami swymi

Dokopać takim miernotom
Nauczyć taktu, kultury
Trzymać się od nich z daleka
Bo "prawdy" ich to same bzdury

Zamknelam drzwi na ten kraj
Wpadlam we wlasny haczyk
A teraz czas sie uwolnic
Bo nedza taka jak w kraju
A ma apetyt by lowic

Nie bede na tacy kaskiem
I nie dam sie tutaj polknac
Czas ruszac w droge powrotna
I wszystkie marzenia cofnac

Bo prawda jest tylko jedna
Nigdzie nie kwitnie raj
Pieniadz przyciaga pieniadz
A bieda tylko biede
Zamknelam drzwi na ten kraj

Czas przemija
Czas przemija rowno dla kazdego
Wiatr kolysze ludzkie kalendarze
Cialo mlode  . . .  dojrzale  . . .  stare  . . .
Brzmi tykanie na kazdym zegarze

Wiosna, lato, zlocista jesien
Przeszlych lat juz nikt z nas nie ma
Wieje chlodem po kazdym kroku
I powoli zbliza sie zima

Patrzysz w lustro na swoje odbicie
I najbardziej ci sie tu kojarzy
Mijajacy dla ciebie klimat
Z gruba zmarszczka na twarzy

Coraz trudniej krok swoj wydluzac
Ciezkie bywa ranne wstawanie
Reumatyzm spowalnia ruchy
A tu czeka codzienne krzatanie

Masz juz dosyc ciezkiego brzemienia
Mysli nie chca sie nawet usmiechac
Czas pomyslec tylko o sobie
I w spokoju mroku doczekac

niedziela, 07 września 2008
Reklama w TV a choroba
Spogląda w ekran - znowu reklamy
Żywność, produkty, przedmioty i twarze
Zaciska pięści, ma dosyć tego
Bo film mu się tutaj marzył

Tabletkę wyciąga, ta sama co dnia
Żeby normalnie na co dzień żyć
Umysł potrzebny jest do życia
Żeby bez kratek wsród ludzi być

Tylko reklamy wciąż go wkurzają
Twarze się mylą z rzeczywistością
Ulicą chodzą ludzie z ekranu
Zaciska pięści wewnętrzną złością

Tak to choroba odbiera reklamę
Której za dużo w telewizji
Rzeczywistość z iluzją wciąż  szaleje
Tworząc w umyśle łańcuszek wizji

Wszystko na swiecie ma granice
Wszystko na swiecie ma granice
Az wreszcie dusza od bolu trzeszczy
Masz dosyc tego calego chamstwa
I twoje wnetrze juz cale wrzeszczy

Wracasz tam gdzie spokoj, cisza
I nie zostawisz zadne spojrzenie
Ta atmosfera juz cie dusi
Szybko z oblokow spadles na ziemie

To co szykuja tobie wrogowie
Wszystko siega samego dna
Masz swoje zycie we wlasnych rekach
Juz niepotrzebna goryczy lza

Wroc tam, gdzie byles bezpieczny, szczesliwy
Pomoc "przyjaciol" smierdzi falszem
Ucisz pragnienia, bo juz za pozno
Przeznacz dla siebie godziny dalsze

Malzenski kierat
Znow zupa inna niz ja lubie
Miesa za malo na ma tusze
Nie siedz kobieto, tylko pracuj
Takiego lenia utrzymywac musze

Co z tego ze skarpety smierdza
A majty z lekka podesrane
Ruszze sie wreszcie do roboty
Codziennie musze miec wyprane

Umyj te okna, wyprasuj pranie
I trawnik skos dzis, trawa zbyt duza
Przynies bambosze do cholery
Sluchaj kobieto swojego meza

Zmeczona jestes? Chyba z lenistwa
Siedzisz w chalupie i nic nie robisz
Pospiesz sie, widzisz ze juz mi stanal
Mam cie tu po to by mi dogodzic

A kiedy zasnal mezus kochany
Tym tlustym dupskiem w jej strone
Kobieta mysli  -  czas sie pakowac
Niech tu robota wezmie za zone

Ciezko pracuje przez cale dnie
Slowa milego nigdy nie slyszy
To nie jest zycie, ale katorga
I juz malzenstwo jej nisko wisi

Dopoki sami tego chcemy
Czy po mnie pozostanie slad?
A moze tylko moje wiersze?
Sciezki do wzdychan zatrze czas
Tesknoty duszy, pocalunki pierwsze

Wszystko przemija tak jak czas
Niektorych chwil tak bardzo szkoda
Wiezi przyjazni, ludzkich serc
Naszego zycia jak przygoda

Dzis tule mocno caly swiat
Pieknieja mysli w mojej glowie
Oczy jasnieja cieplem dnia
Mam tyle uczuc w glebi siebie

Wystarczy tylko sie usmiechnac
A znowu soba tu bedziemy
Wartoscia blyszczy nasza dusza
Dopoki sami tego chcemy

piątek, 05 września 2008
Tak bedzie
Na brzegu filizanki smak moich ust
Chociaz kawa juz dawno wystygla
Mysli biegna do mnie
Wspomnienia wypelnily dom

Wkrotce wyjade, a ty  . . .
Wypalisz kolejnego papierosa
Szczelnie zasuniesz firanki
I zaczniesz tesknic


sobota, 30 sierpnia 2008
Zycze powodzenia
Nie pouczaj mnie bez przerwy
Przyjmuj taka, jaka jestem
A jak nie to nic na sile
Chetnych kobiet caly swiat

Idz i kochaj inne dusze
I nie wciskaj w wlasne ramy
Wszak lubimy naturalnosc
Tylko wtedy was kochamy

Taki mezczyzna ktory potrafi
Na falach marzen plynac jak chcesz
Wiesz, ze naprawde jest wtedy z toba
Jest twym partnerem i kocha cie

Nie baw sie kobiet wrazliwoscia
Nie zmieniaj toku ich myslenia
A teraz ruszaj po swoje szczescie
Ja ci tu zycze powodzenia

czwartek, 28 sierpnia 2008
Za gorami, za morzami
Za gorami, za morzami
Gdzie sie niebo klania gwiazdom
Tu nalezy moja dusza
Cale serce ma to miasto

Za gorami, za morzami
Stoi dom o bialych oknach
Promienieje w srodku cieplo
Tu nie bede nigdy mokla

Za gorami, za morzami
Usmiech stoi w drzwiach otwartych
Wyciagniete sa ramiona
Ten dom jest zachodu warty

Za gorami, za morzami
Moze warto tu pozostac
W pusta kieszen wlozyc slonce
Wszelkim troskom wreszcie sprostac


czwartek, 21 sierpnia 2008
Stoj i poczekaj
Stoj i poczekaj
Los lubi cierpliwych
Kroczacych wytrwale
Tam, gdzie jest jasno

Na przekor zlu
Miej wierne serce
Chocby ktos drwil
To ono zawsze jest w cenie

Zaloz na twarz usmiech
Szczescie go kocha
Smutek wyrzuc przez okno
I zamknij okiennice

A jesli czekanie cie znudzi
Powierzchownosc zniechceci
Popedz naprzod z wiatrem
By ci skrzydla nie odpadly

Jedno slowo
Czasem wystarczy jedno slowo
Za duzo, badz tez za malo
By milosc przeszla obok nas
Choc moze pieknie byc mialo

Czasem zejsc warto nawet w bok
Nie pchac sie z tlumem gosci
Wrazliwa dusza nie ma tam miejsca
Gdy ktos zechce ciebie rozzloscic

Piekna na swiecie jest tak malo
A cierpkich slow zbyt duzo
Prognozy szczescia sie nie sprawdza
Choc los czasami nam wrozy

Krok juz wydluzam w inna strone
By smutek zatarl sie na nim
Czasami lepiej w pore odejsc
Niz pozniej cierpiec latami

Na temat starosci
Tak rozmyslam na temat starosci
Jest brzydota dla kazdego
No i koncem na wlasne szczescie
Samotnoscia u boku swego

Stara twarz, bezradnosc w ciele
Z marzen tylko pozostal popiol
Oczy widza tylko realnosc
Zimna pustka otula wokol

Coraz wiecej zmarszczek na ciele
I figura poszla sie lulac
Pusta kieszen szczerzy sie brzydko
Plany dawno zaczely sie bujac

Lepiej zgas to swiatlo starcze
By nie wzbudzic wstretu u innych
Wyrzuc lustra, bo sie stresujesz
Przez odbicia tych zmarszczek licznych

Plomien swiecy chybocze sie lekko
Juz ogarek powoli nastaje
Czas pomyslec o pewnej furtce
Biala Dama dla nas tam staje

Zycie kpi sobie w zywe oczy
I z kazdego  -  niech ci sie nie zdaje
Bo masz mlodosc, lecz krotka to chwila
Do momentu gdy serce staje

Australijski emeryt
Pod sklepem stoi zawstydzony
W oku skarga i beznadzieja
Nedzne centy nie starcza na wszystko
Radosc zycia bieda odbiera

Nedzne szatki ma na grzbiecie
I bez gustu, i bez szyku
Juz nie walczy o to co piekne
Jest przegrany w takim wieku

Ten kraj nie da kazdemu tu szansy
By byc kims, miec dostatnie zycie
Rasizm rzadzi, choc mowia inaczej
Nadal biednym sie budzisz o swicie

Chory ustroj, choc kraj bogaty
Tak nierowno bogactwem dzieli
Ze na starosc zaglada nedza
Emerytom, choc tego nie chcieli

Wstydz sie kraju ty zaklamany
Nie reklamuj swojego klamstwa
Prawde widac na kazdym kroku
I dosyc juz tego chamstwa

Niech czas mija
Nie sztuka zachlysnac sie krajem
Ktory pozorem obrazy kresli
Fatamorgany z nicosci wyjmuje
Twoja naiwna dusze piesci

Te ciezkie chmury wiszace nisko
I kielich wina wypity niedbale
Codziennosc zzera wszystkie marzenia
A piekna nie ma tutaj wcale

Zal poszedl sobie niepotrzebny
Pozna godzine zegar wybija
Za pozno na to, co moglo byc pieknem
Lata zamknely drzwi i niech czas mija

Na dzis
Namaluje swiat slowami
Prawdziwymi poslugujac
Szarosc dnia codziennego
I fantazje szybko psujac

Czasem ludzie sa tak dziwni
Wady w nich sa niewidoczne
Lecz po czasie wszystko wyjdzie
Gdzie zalety takie skoczne?

Nadmiar mojej intuicji
Dzis przeszkadza, wrecz uwiera
Tecza znika z horyzontu
I kolory mi odbiera

Rzeczywisty swiat jest smutny
Proza dnia maluje brzydko
Ksiazka, nutki, jakis filmik
To by bylo na dzis wszystko

Moje imieniny
W dzisiejszym dniu moich imienin
Choc szczescia tak mi potrzeba
Lecz zycie wszak to nie bajka
I znow los sie ze mnie wysmiewa

Deszcz glaszcze cisze przytlumiajac glos
Co zamilkl zanim otworzylam usta
Znam kazde drgnienie takich chwil
Gdy kieszen duszy robi sie pusta

Nadzieja to drwiacy blazen
Pomiedzy czasem a ludzka marnota
Zwinac sie w klebek i zasnac
Lub pedzic samotnie z ochota

Imieniny  . . .  po co mi one
Odchodze tam, gdzie poezja przytula
Wierna przyjaciolka juz od lat
Niech fantazja znow we mnie sie buja

środa, 20 sierpnia 2008
Rozepne przystepnosc
W slonce sie zawinac jak w ozdobna szatke
Zagrac jak wirtuoz w usmiech uzbrojony
Wybiec wprost po szczescie za granice nudy
Ten kraj tez miewa tu przyjazne strony

Jutrzejszy poranek bedzie znow promienial
By przepedzic chmury z blekitnego nieba
Rozkolysze mysli ustrojone wiosna
Rozepne przystepnosc tyle ile trzeba

Dzis
Usmiech dzis dzionek rozpostarl
Cieplo stopniowo podnosi
Szum samochodow przyjaznie
Klaksonem dzien dobry glosi

Tutaj gest sle mi kierowca
Nie taki, jak na klawiaturze
Wpleciono czulosc w te usta
Co jeszcze, to nie powtorze

Jutro wypuszcze nadzieje
Niech pedy zapusci zielone
Rozjasni mi twarz zmartwiona
I lico dzis zachmurzone

Przyjaznym gestem przywolam
Rozrzuce powabu warkocze
Niech mysli kraza weselsze
Wiatr figlarz znow mnie laskocze

Jeszcze raz
Chwytam to cieplo
Kolorami marzen ubarwione
Przylegam pragnieniem
W rozbudzona nadzieje
Westchnieniem
Na brzegu jasnych switow
Caluje wszystkimi myslami
Jutro

A potem splatam dlonie
Zamykajac nowe
W strofach poezji
Dopasuje dusze
By nie zbrukac marzen
Tak bardzo
Zapomniec sie jeszcze raz

poniedziałek, 18 sierpnia 2008
Wieczorem
Gdy zapuka nocki reka
Pelna srebrnych cud promieni
Jest jak powiew naszej bajki
Sen przygoni gdzies z przestrzeni

Gwiazdki w gorze pozawiesza
Niech fruwaja cichym lotem
By ped zycia tak zmeczony
Moc odlozyc gdzies na potem

czwartek, 14 sierpnia 2008
Moj dom
Moj dom wsrod pachnacej zieleni
Miekko przytula i piesci
Tam poezja rozwija fantazje
Jest balsamem na wszystkie bolesci

Czasami bladze gdzies myslami
Swa dusza zludy szukajac
Spokojnie mnie wtedy kolysze
Na moj usmiech jakby czekajac

Gdybym mogla dotknac slonca
Uchwycic kilka zlotych promieni
Rozwiesic je na firance
Zeby cieplem swe wnetrze odmienic

Bo poeta to zyciowy lunatyk
Bladzi po swiecie z fantazja w glowie
Wrazliwy na piekno, ktorego tak malo
Szare zycie upieksza w kolorowym slowie

piątek, 01 sierpnia 2008
Pomysle jutro
Cieplo  . . .  co to jest cieplo?
Czy jakas mysl przyjazna
A moze gest wyciagnietej dloni
W moim kierunku?

Za oknem wiatr wykrzywia buzie
Niebo dzis straszy ciezkimi chmurami
Zamykam oczy by chwile pomarzyc
O tym, czego mi brak

A moze lepiej uspic tesknoty
Zludzenia wstawic w dziurawa kieszen
Rozczesac mysli splatane sercem
Zeby wyciszyc dusze

Pomysle jutro o czasie przyszlym
Umyje lustro smutkiem skropione
Odnajde nici lsniace otucha
I zaceruje zyciowe dziury

Prawda o Australii
Tutaj sie chodzi do gory nogami
Stukajac w globus od dolu strony
Tutaj sie za nic ma cudzoziemcow
Z rasizmu swiat ten jest stworzony

I choc oplywa w szelkie bogactwo
Ludzie tu biednie w wiekszosci zyja
W nedznej odziezy chodza na co dzien
Mezczyzni wiadrami wode pija

W sklepach drozyzna, a place niskie
Ceny wariuja prawie z dnia na dzien
Emeryt musi przymierac glodem
Na twarzach widac goryczy cien

Bogaty wszedzie zyje dostatnio
Tutaj, czy w innym zakatku swiata
Zyja we wlasnym wplywowym swiecie
Nigdy w biedniejszym nie widzi brata

Lekarz olewa obcokrajowca
W szpitalach maja pacjenta w nosie
Juz sie nie dziwie, ze zamiast zdrowia
Wielu kalekow i smierc tu kosi

Wiekszosc ma domy, ale co z tego
Gdy cale zycie musza je splacac
Pasa zaciskac zeby starczylo
Malych zarobkow gdy przyjdzie rata

Nie tworzcie bajek o Australii
Ze to jest kraj miodem plynacy
Klamstwo ma zawsze krotkie nogi
A spostrzegawczy ma usmiech kpiacy

Baj baju baju w dalekim kraju
Zalosne, zeby posmiac sie z tego
Lepiej omijac ten kraj z daleka
Nie warto szukac kata wlasnego

czwartek, 10 lipca 2008
Podla maska
Psy wszedzie boso ciagle biegaja
Slinia sie szpetnie ich mordy
Warcza, szczekaja, zagryzc gotowi
Jest ich wokolo cale hordy

Dzwonia ich jaja oblakane
Wciaz kresla slady brudne lapska
Przepedzic zgraje obrzydliwa
Na krzyzach wisi podla maska

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20