.........................Życie czasami aż boli.........................
O autorze
www.Bigoo.ws www.Bigoo.ws www.Bigoo.ws www.Bigoo.ws www.Bigoo.ws

Glittery texts by bigoo.ws

image hosting for myspace

image hosting for myspace

IRA
"Bezsenni"
By Inventive

Szablony i muzyka na bloga
Photobucket Poezja cool myspace layouts

cool myspace layouts

Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl E-sancti.net blog quicksnake.pl
Fantasy Myspace Comments
MyNiceProfile.com 2011 już za:|2011 już ma:
Открытки анимации к Новому году Kalina Janowska - uratuj mnie! PustaMiska - akcja charytatywna fotogalerija
RSS
czwartek, 28 kwietnia 2016
Czy na pewno?

Lśni radością to miejsce w mej duszy 

Gdy zajmuje te kąty nadzieja

Gdzie czułością jest bliskość utkana

Już nie grozi sercu zawieja


Kiedy zmysłom preludium gra życie

Radość w oczach się zaraz zapala

Gestem, słowem, uśmiechem, nadzieją

Wszystkie troski z mych myśli oddala


Nie są ważne nagrody, tytuły

Tylko dłonie pieszczotą podparte

Usta błyszczą, a oczy jaśnieją

Znowu życie wszystkiego jest warte


Dedykuję dla Maćka z Koszalina

Te muszelki znalazłam w Koszalinie

wtorek, 26 kwietnia 2016
Puste marzenia

Po co czekać na lepsze jutro

Ciągle łudzić się głupią nadzieją

Ten życiowy ludzki maraton

Wnet odpłynie gdzie pustki wieją

Życie dzisiaj tak prosto płynie

Bez uniesień, bez rozczarowań

Po co niszczyć ten spokój i ciszę

Wszystko nagiąć do pewnych zachowań

Kiedyś serce czekało na czułość

I marzenia o dobro błagały

Dzisiaj czuję mych pragnień porażkę

Puste ręce się tylko ostały

Młodość dawno zamknęła swe wrota

I nadziei dobiegł już koniec

Pogodzona otwieram drzwi pustki

W której stoi nicości wieniec



piątek, 29 kwietnia 2011
Pan swej doli
Kolejny rozdział zanika w dali
Codziennych zmagań podróży życia
Cały twój zapał już się wypalił
Co będzie jutro nawet nie pytaj

Może na ustach zagości uśmiech
Naprzód powleczesz niemłode kości
Zadasz pytanie - Czy to za karę?
Bunt nosisz w sercu i wiele złości

To samo jutro na twojej drodze
Ostre zakręty, twarde kamienie
Potknięć nie zliczysz, także upadków
Wewnętrzna siła pcha niestrudzenie

Zaciskasz pięści, brak już pokory
Rozkrzyczysz ciszę siłą swej woli
Solą tej ziemi jesteś i chlebem
Silnym człowiekiem, panem swej doli
sobota, 13 listopada 2010
Pustka głaszcze serca
Za oknem zimny wiatr pohukuje
Księżyc zamglony, jakiś ponury
Chyba zaraz zacznie padać
Kłębią się ciężkie, szare chmury

Tak jesień tuli w zimnych ramionach
Konary drzew odarte z liści
Ostatni kwiat na krzaku kona
Myśl o cieple już się nie ziści

Kartkę papieru powoli zapełniam
Tym, co wokoło okryte smutkiem
Ciepła herbata grzeje i pachnie
Milczącym spacerem, zwyczajnie jutrem

Wieczór niebo zmienia w mroczną tajemnicę
Dusza się kołysze w fotelu bujanym
Tylko srebrny księżyc śle serdeczny uśmiech
Pustka głaszcze serca wszystkim zatroskanym

niedziela, 19 września 2010
Czego ja szukam?
Świat stoi w miejscu
to tylko ja tak się kręcę
szukam  . . .
a właściwie czego ja szukam?
wszystko jest obok
na wyciągnięcie ręki
małe  . . .  średnie  . . .  duże
popatrz
tam wysoko ptak leci do nieba
niebo  . . .  wiara  . . .  Bóg  . . .
czy to jest prawdziwe?
a może ja śnię?
może błądzę w innym wymiarze
marząc o tym, czego nie ma

*  *  *

wyciągam rękę
bo chcę
bo pragnę
bo żyję
chcę czuć to wszystko
co jest największą wartością dla człowieka

Prawdziwy mężczyzna
Prawdziwy mężczyzna nie wie co to kłamstwo
Fałszem nie podbija wokół świat
Odchodzi gdy spotka miernotę i chamstwo
Po co mu zbrukany błotem kwiat

Prawdziwy mężczyzna potrafi płakać
Maluczkim chłopczykom przynosi to wstyd
Wewnętrzną siłą powinien się starać
By to co piękne miało wspólny rytm

Prawdziwy mężczyzna kocha bardzo czule
Otacza opieką, podpiera w złe dni
Jest przyjacielem, człowiekiem w ogóle
Każdej z nas taki właśnie się śni

Prawdziwy mężczyzna  . . .  tak mało ich w tłumie
Przecież tak niewiele potrzeba by być
Prawdziwej kobiety głębię duszy zrozumie
Potrafi ubarwić to, by łatwiej żyć

Prawdziwy mężczyzna  . . .  wszędzie ich szukamy
Bez względu na lata, status  . . .  itd
Qui pro quo? Czy fatamorgana?
Każdy człowiek w głębi ma potrzeby swe

Pragnienia
Zabieram cię na wspólny spacer
Już chłodna jesień, jak moje życie
Trzymaj mnie mocno, bo świat wiruje
Przytul, gdy tęsknotą krzyczę

Stopy ugrzęzły w opadłych liściach
Usuń z mej duszy smutne tęsknoty
Marzeniem maluj nasze niebo
Żeby do życia nabrać ochoty

Oczyma duszy patrzę w przyszłość
Czułość z nadzieją pod rękę chodzi
Patrz, promyk słońca spłynął do serca
Radość już moje kroki prowadzi

Pomaluj oczy uśmiechem chwili
Na ustach rodzi się pytanie
Skąd te pragnienia rodzą się we mnie
Jutro już popiół po nich zostanie

sobota, 18 września 2010
Przyjdź
Pragnieniem w cichą noc - przyjdź
gdy blaski gwiazd rozjaśnią oczy
- powiedz jedną myślą w przyszłość
po powroty - uchwyć kaskadą uczuć
- a myśli pójdą w kieszeń milczenia
po wrażliwe usta - wznieś szepty świata
- już nie rozpaczaj proszę w jasność jutra
- a słodycz poranka wyzwoli w nas
miękkość mchu ścielącego kobierce
- wyjdź z cienia własnych lęków

- czy z zapomnianych wspomnień
podniosą się w wartki strumyk
nad kręgi czasu - cofniesz się w ranek
po słonych łzach - zmienisz myśli
- aby wszyscy chwilą tą
zakwitli jak majowa łąka pełna kwiatów


Pożegnanie młodości
Cicho siedzi zamyślona
Plecy pochyla coraz niżej
Wokół spełnia się jesienne misterium
To pożegnanie jej młodości

Czas się nie cofnie dla nikogo
Przestań już tęsknić za nim
Jesień życia też ma swoje uroki
Po co oddawać się wspomnieniom

Nazbieraj kolorowych liści
Bukiet podaruj komuś miłemu
Dusza zawsze zostaje młoda
Pomaluj serce uśmiechem wiosny

piątek, 17 września 2010
Wirtualny sen
Stubarwne wirtualne sny
Jak płaszczem otulają duszę
To balsam na pochmurne dni
Zanim w podróż wyruszę

Stukają kłamliwymi bucikami
Chowając dusze w kpiny łyk
Oplotą fałszywymi warkoczami
Nadziei jasny płomyk znikł

Zapełnią puste noce pustym snem
Z szydercą zawirują też walczyka
Kto wierzy pozostanie śmiesznym kpem
Senna nadzieja rankiem znika

Zerwana cienka lina z marzeń
Spadając już nie krzyczę "Chcę"
Realia otwierają świat wydarzeń
Porzucam nierealną bajkę tę

Dusza natchnieniem pióra poety
Dusza natchnieniem pióra poety
Chociaż poezja w sercu się rodzi
Rozkłada skrzydła dzisiejsza wena
Życiowy zastój bardzo jej szkodzi

Czasem poważna lub zamyślona
Kolejne myśli wpisuje w rejestr
Ciała szaleństwa, serca pragnienia
Marny człowieku - a któż nim nie jest?

Rozum z fantazją tańczą walczyka
Cieszą się tutaj jak małe dzieci
Skaczą literki na papierze
Z głośnika nutka do ucha leci

Po co się mają te twarze smucić?
Przytulmy to, co dla nas ważne
Zaplećmy ręce w wieniec przyjaźni
Życie jest ciężkie, bardzo poważne

Krótkie jest życie na tym padole
Czasami dusza tłucze się w matni
Rozwijaj pióro mocą natchnienia
Może dla niego to dzień ostatni

Duszą, umysłem, ciałem czujemy
Czas rzeźbi skałom życiowe skazy
Milczeniem smutne zamyka usta
Wpisuje w przyszłość gorzkie urazy

Długie czy krótkie, zimne bądź ciepłe
Pióro maluje drogi życiowe
Wolno poecie pomyśleć piórem
Słowo przy słowie - no i ... gotowe

Są dni kiedy świeci słońce
Są dni kiedy świeci słońce
Dni miłością gorące
Są też barwione tęczą
Gdy krople deszczu dźwięczą

Są sny pełne czułych marzeń
Przeplatanych baśnią wydarzeń
Kołyszą pragnienia duszy
Które zimno z serca wykruszy

Są noce namiętnością szalone
Ruchem ciał spoconych rozpędzone
Rozgwieżdżone miliardami gwiazd
Odprężają każdego z nas

Są uściski szczere, przyjacielskie
Miękkie, czułe, rzekłbyś anielskie
Bratnich serc tęsknotą myśli
Pachną wiosną i smakiem wiśni

Pocałunki sa kradzione lub dawane
W sukieneczki zalotów ubierane
Roztańczone na spragnionych ustach
W ciele czuła struna pieści, muska

Są łzy, które płyną z głębi serca
Kiedy w szpony pochwyci szyderca
Żłobią bruzdy na smutnych obliczach
Z ludzkim losem związana tajemnica

Są dni, kiedy świeci słońce
Raduje się nasze serce gorące
Życie pisze różne scenariusze
To otwiera, to zamyka dusze

Pobudka realności
Miłość to chemia i gra neuronów
Miraż, złudzenie, każdy to powie
Marzysz nie myśląc co dalej będzie
Naiwna chodzisz z głową w chmurach

Samotność w myślach ciepło grzeje
Błądząc z wiatrem w dzikich jarzębinach
Karmisz słońce każdym nowym rankiem
Zaplatając sny z tym, że tu jeszcze jesteś

Tulisz ciało chcąc na zawsze zostać
W bajkowym domku sercem wytęsknionym
Niebo rozbłyska jasnymi gwiazdami
Dobroci perły zawieszasz na chętnej szyi

Miłość jak wicher tańczy w tobie
Wzniosłe uczucie maluje czyste skronie
Wyciągasz dłonie by wreszcie zatrzymać
Realność budzi roześmiane oczy

Nie obudzę słońca
Pogubiłam sny
Na poduszce marzeń
Rozsypałam krople uczuć
Po wczorajszej ścieżce

W oddali znika twój cień
Osnuty mgiełką nostalgii
Zawołaj gestem dłoni
Swoją samotność

Nie obudzę słońca
By świeciło tęsknotą
Zasłona otuliła drzwi
Wczorajszego ciepła

Rankiem
Rankiem się budzi czułość niechciana
Otwiera puste zakamarki duszy
Czeka na miłość, by była dana
Może ciepło samotność zagłuszy

Otwierasz oczy w słonecznej godzinie
Chcesz się napełnić darami losu
Przepędzić zimno w przyjaznej głębinie
Odnaleźć światło pośród chaosu

Sny niewyśnione rozmyły się w chmurę
Tylko pragnienia jeszcze chwilą płoną
Zgubiły się słowa takie bliskie, czułe
Błądzisz wokoło zimną pustą dłonią

poniedziałek, 16 sierpnia 2010
Wojna polsko - polska
Zbrodnia to niesłychana
Zaczęta przez Bronka pana
Zepchnięto świętość pod but
Dla zbuntowanych spleciono knut

Bronek i reszta jego zgrai
Pałace błaznom tak chętnie mai
Szulerskie karty w rękach dzierży
Fałszywa morda wszystkim się mierzi

Z kraju, narodu i prawa kpią
Zadowoleni w swych willach śpią
Jego przyjaciel z fallusem lata
W żyłach alkohol, widać że szmata

Prawda jest taka - Bronek to kukła
Bronią go strasznie, by się nie stłukła
Bogacze kraj nam już rozkradli
Na tron gafiarza kpiną układli

W kraju korupcja, sianie zamętu
Żeby nie było widać przekrętów
Na "górze" kradną, a z ludu kpią
Polska ma taki fałszywy rząd

Naród skłócony, brat bije brata
Dobry obyczaj wisi, bądź lata
Na szyi brata dłoń się zaciska
Nie ma kultury, tylko wyzwiska

Biją się krzyżem po pustych głowach
Wal przez łeb krzyżem - taka tu mowa
Pokaż się tutaj uzurpatorze
To ci od ręki krzyżem przyłożę

To polska wojna, a nie satyra
W rządzie złodzieje jak stara zdzira
Wszystko rabują, a zwłaszcza biednych
Na "górze" tłoczno od sumień wrednych

Pedzą nasz naród do zatracenia
Złodziejskie łajno bez krzty sumienia
Kpią sobie z wiernych i ateistów
Ograbić Polskę jest dla nich sprawą oczywistą

Obiecankami karmią biedaków
Swoich wyborców, naiwnych prostaków
Sieją zamęty, prowokacje
Gnoją każdego gdyby miał rację

Nie chca się liczyć już z narodem
Nie wiedząc, że stoją nad własnym grobem
Od lat już grają na cymbałach
Dyrygent - złodziej to zwykły wałach

Na czele też kukła ze wzrokiem zdradzieckim
Gra błazeński teatr, czysto poniemiecki
Wciąż doją z koryta kolesie w szeregu
Kto więcej nakradnie, prześcigają się w biegu

Wkrótce w świat pofruną ze swoją zdobyczą
W zagranicznych bankach swoje łupy liczą
A my się zbudzimy w nocniku z rękawem
Prawnik przy prawniku, lecz Polska bezprawiem

Krew się będzie lała w najbliższej przyszłości
Wybuchnie wulkanem to, co ludzi złości
Znów z ruin bedziemy budować Ojczyznę
Całymi latami gojąc krwawą bliznę

Obudź się narodzie, odbierz łupy zdrajcom
Nie słuchaj podszeptów tych, co naród karcą
Ratuj swą Ojczyznę, rozliczaj złodziei
Wypleń z serc naiwnych to, co naród dzieli

Polacy sa mądrzy, lecz zawsze po czasie
Lepiej pomyśl teraz, ratuj to co da się
Bo inaczej zginiesz pod obcym obcasem
Licz się dziś Polaku z tym biegnącym czasem

środa, 30 czerwca 2010
Gdzie jest ta polska Irlandia?
Gdzie jest ta polska Irlandia
Mlekiem i miodem płynąca?
W rządzie złodziei banda
Na ustach ironia kpiąca

Gdzie jest to lepsze "jutro"
Które nam obiecują?
W Polsce jest bardzo smutno
Cwaniaczki dobra marnują

Polska to naród nędzarzy
Z maleńką grupką bogaczy
Co jeszcze się u nas wydarzy?
Bo w rządzie banda pieniaczy

Cały naród skłócono
Fundując nędzę, nienawiść
Błazen w rękach złodziei
Głosi, że naród zbawi

Puste słowa włożono
W żałosne usta rządzących
Tak nabiera Polaków
Banda oszustów szalejących

Nie ma przyszłości dla młodych
Ni życia w godnych warunkach
Złodzieje walcza o wszystko
Rządzą w maskujących rynsztunkach

Dług powiększyli stokrotnie
Grabią na wszystkie strony
Hrabiami wszyscy się mienią
Wdziewając fałszywe korony

Zdezorientować naród
Mediami wciskać kłamstwa
To polityka polskości
Bratnia nienawiść i chamstwa

Biedna Ty moja Ojczyzno
Zbrukana tak bez skrupułów
Złodzieje naród przekształcą
Do pracy bezwolnych wołów

Leczyć się nie będzie za co
Do rąk kolesiów szpitale
Szkoły dla najbogatszych
Godziwe płace? Wcale

Jak Wam się przyszłość podoba
Mój mądry polski narodzie?
Pragnący żyć spokojnie
W godziwych warunkach, w swobodzie

Bata na tych oszustów
Odebrać dobytek kradziony
Nadejdzie dzień rozliczeń
Złodziej będzie sądzony

Naród chce takich w rządzie
Co mają czyste ręce
Co dbają też o maluczkich
Nie każą żyć w pustej męce

Polskość, patriotyzm szanują
Nakarmią głodne dzieci
Bezdomnych i bezrobotnych
Nie potraktują jak śmieci

By państwo się rozwijało
Kwitła Polska, szczęśliwi byli Polacy
Młody gdy się wykształci
U innych nie szukał pracy

Kiedy się spełnią marzenia
Każdego Polaka w kraju?
Dajcie ludziom zarobić
By im się żyło jak w Raju

Wspomnijcie co to sumienie
Co to jest godność człowieka
Polityk powinien być prawy
Na to tu naród czeka

czwartek, 10 czerwca 2010
Z obserwacji i zwierzeń
Szukasz darmowej służącej od lat
Zwyczajnie żoną byś ją nazywał
Do gotowania, sprzątania, prania
Ale byś w  świecie z nią  nie bywał

Stare masz ciało, wygodny charakter
Przed telewizorem z piwkiem siedzisz
Leniwy domator, pełen pretensji
Dawno po świecie już nie jeździsz

Emeryturę masz polską, żebraczą
Ale apetyt na smaczne kąski
Brzusio jak balon od jadła, piwa
Dlatego szukasz naiwnej gąski

Na koszt żoneczki chcesz żyć cwaniaku
Emerytury nie starcza na żarło
W domu chcesz siedzieć dłubiąc w nosie
Tony mięsiwa wpychając w gardło

Marzenia czasem też się odezwą
Wieczorem chuć w trzewiach się budzi
Stanąć już nie chce obwisła glista
Z czym ty prostaku idziesz do ludzi?

Czy znasz pragnienia we wnętrzu kobiet?
Nigdy się tego nie nauczyłeś
Potrzeby ciała i duszy partnerki
Ze swoich planów dawno skreśliłeś

Starość jest brzydka i bardzo trudna
Słabe jest ciało, choć życie wymusza
Od czorta i trochę codziennych zajęć
A tu marzeniem skowycze dusza

Chcesz je pospełniać, okazji nie było
Przez długie lata pomyśleć o tym
Czasu już nie masz, żeby odkładać
Na lepsze jutro, zwyczajnie na potem

Mąż nie pomoże spełnić marzenia
Przekreśli plany, nie zadba o zmysły
Na stare lata samolub, domator
Dąży wytrwale, by plany twe prysły

To samo życie, nie żadna fantazja
Tak się przyglądam "szczęściu" na starość
Zabrakło chęci, rozum króluje
Której potrzebna jest taka marność?

A ty cwaniaku gdy chcesz służącej
Poszukaj młodej, zdrowej i zwinnej
Taką wynajmij i płać za pracę
W dzisiejszych czasach nie znajdziesz naiwnej

Koszt utrzymania noś na swych barkach
Nie grab kobiety z jej nędznych groszy
Każdy emeryt to przecież nędzarz
Bieda uczucia u nich wypłoszy

Takie jest życie w tej polskiej nędzy
Przestań być wrednym samolubem
Bo w innych krajach emeryci
Chętnie się z Polką wiążą ślubem

Polki zadbane, zaradne, czułe
Dbają o czystość, chcą być szczęśliwe
Z mądrym partnerem, który zrozumie
Że mają marzenia i wciąż są żywe


niedziela, 06 czerwca 2010
Ćwieki
Od rana mężuś szybko serfuje
Wszak w internecie kobiet do licha
W drugim pokoju żona haruje
Smutna, spocona i taka cicha

Na piecu smaczny obiad gotuje
Mężuś w internet wysyła ściemę
Jego skarpety żona ceruje
W sercu ma pustkę i oczy nieme

Czułe słóweczka, słodkie buziaki
Mężuś się troi, strasznie podnieca
Wszystkim dogadza, wypruwa flaki
Singla udaje, a to ci heca

Żona przestała cokolwiek prosić
"Szczęściem" małżeńskim jest już zmęczona
Czy takie życie ma nadal znosić?
O wszystko dbać wciąż tylko ona?

W dowód miłości mężuś kochany
Wnosi o rozwód, jest przecież żywy
Przez żonę był niezrozumiany
Z inną u boku będzie szczęśliwy

Dla innej ma te same gierki
Całymi dniami znowu serfuje
Wirtual przecież taki wielki
Następna żona sama pracuje

Od rana sprząta, później zakupy
Mężowskie brudy ktoś wyprać musi
Wie, że z nim życie jest do dupy
Dawno przestała swym ciałem kusić



Na stare lata singiel z odzysku
Szuka na próżno kolejnych służących
Ciało ma zwiędłe, szpetny na pysku
Wad mu nie zliczysz bardzo rażących

Morał jest taki już od wieków
Wszak stara prawda tu powiada
"Pomagaj żonie leniwy ćwieku
Każda ma w nosie męża darmozjada"

czwartek, 03 czerwca 2010
Świat barwami wiruje
Chcesz znowu komuś zaufać
Lecz blizny nie chcą wybaczyć
Tęsknoty zamknęły wrota
Inaczej teraz już znaczysz

Nie biegasz za wiatrem w polu
Świat cały znaczenie zmienia
Nie masz już ideałów
Spełniasz swoje marzenia

Rozum wymiata błachostki
Miłość o krótkich nóżkach
Chwile uniesień, rozczulań
Zgubione w życiowych dróżkach

Życie wymiata słabość
Dzisiejszych dążeń hamulec
Przyjaźń na luźnych kołach
W garści zawsze szpikulec

Słońce ogrzewa duszę
Świat dziś barwami wiruje
Garściami zagarniam życie
Pomarańczami smakuje

Szeroko oczy otwarte
Już znowu siebie kocham
Masz losie plusa ode mnie
Co mi szykujesz - Pokaż

Bagaż na ramię i w drogę
Cudem są świata zakątki
Voyage - mym przyjacielem
To przygód moich początki

Chwała za internet
Pozostał tylko internet
W polskim nędznym kraju
Pracującego, czy nie
Nie stać na inną rozrywkę

Ileż tu pięknych wierszy
Pisanych wprawną ręką
Myśli przelane na papier
Wszystkie tęsknoty duszy

Słowa ... słowa ... słowa ...
Ubrane w barwne sukienki
Podlane deszczem łez
Bądź tańczące na wietrze

Wiadomość każdą tu znajdziesz
Fotki z całego świata
Muzykę dla każdego
By rozjaśniła szare dni

Filmy też możesz ściągać
Żeby popatrzyć na miłość
Której nie znajdziesz w realu
Bo nędza zabija czułość

Kłótnie, rozwody, pijaństwo
Przemoc wobec słabszego
Takie jest życie w nędzy
Nadzieja już dawno umarła

Rok za rokiem ucieka
Zmarszczki na smutnych twarzach
Włosy można zabarwić
Lecz duszy nie zacerujesz

Jak Wam się Polska podoba
Złodzieje co okradacie
Naród z pieniędzy, nadziei
Z tego, co zwie się życie?

Każdy z nas kiedyś dostanie
Skrzynię i bilet w zaświaty
Lecz pamięć pozostanie
W ostatecznym rozrachunku

Bawmy się w internecie
Cóż nam innego zostaje
Realia zbyt obrzydliwe
By nadal w nich tkwić

Świat wirtualny kołysze
Leczy ból, rozpacz, udrękę
Uśmiech umieszcza na ustach
By rozjaśnił nam twarz

Bajka? I cóż z tego?
Gdy życie rozwesela
Cieszmy się zatem tutaj
Z każdej wspólnej godziny

Chwała za internet
Chwała za rozrywkę
Dosyć mamy nędzy
Którą daje nam real

niedziela, 23 maja 2010
Odrzucona
Wczoraj myśl się buntowała
Zapragnęła wyjść ze smutku
Swoje dole rozumiała
W świat ruszyła powolutku

Dość już miała tego cienia
Cała była obolała
Chciała kroplę zrozumienia
Żeby całkiem nie skostniała

Poszła w świat taka samotna
Żeby sukces chociaż tyci
Wciąż marzyła że tam spotka
W swoje dłonie go uchwyci

Coraz bardziej przestraszona
Wlokła się taka markotna
Była całkiem rozbudzona
Zaglądała ludziom w okna

Zaglądała także w oczy
Chciała wcisnąć się do głowy
Może czułość tam zobaczy
Wątek życia znajdzie nowy

Każdy przed nią się uchylał
Nawet nikt nie chciał wysłuchać
Obojętnie zawsze mijał
Jakby była duchem krucha

Nikt gościny nie darował
Nie chciał poznać jej wartości
Nie powtórzy dziś od nowa
To, co tyczy się miłości

Tak bym chciała
Tak bym chciała pójść na kraniec świata
Gdzie słońce układa głowę do snu
Tam ptaki piękniej spiewają
Kolorowe motyle tańczą na wietrze

Tak bym chciała uchwycić wszystkie sny
Barwiące moje długie noce
Zachować je na lepsze jutro
Kiedy wiara odwraca się plecami

Tak bym chciała mieć skrzydła jak ptak
Szybować nad błękitnymi obłokami
W zakolach niepamięci tańczyć do utraty tchu
Kiedy słońce uśmiecha się do mnie

Tak bym chciała otulić duszę ciepłymi uczuciami
Zapomnieć się, oddać siebie
Nadzieje szyderczo wykrzywiają twarze
Los zatrzasnął wszystkie drzwi

niedziela, 11 kwietnia 2010
Ślę modlitwę za te dusze
Łzy fałszywców tu się leją
Niby rozpacz afiszują
Taka jest natura drani
Głośno żal tu recytują

Przybierają takie pozy
Jakie czas określa role
Dzisiaj modna jest żałoba
Łączą maski w wspólne dole

Oj obłudo nasza polska
Wyszydzałaś wizerunek
Dzisiaj szlochasz tu na pokaz
Nie dla ciebie już szacunek

Hołd oddaję tym, co ciszą
Otulili swe pragnienia
Los okrutny życie skrócił
Pozabijał im marzenia

Bądź przeklęty ty Katyniu
Co zabierasz nas Polaków
Tyle istnień pochłonąłeś
Biorąc najlepszych rodaków

Znowu głodny się zbudziłeś
Kawał państwa pożerając
Ślę modlitwę za te dusze
Nisko głowę pochylając



(Poprawiłam, ale tamtego nie będę kasować)
Ślę modlitwę za te dusze


Łzy fałszywców tu się leją
Niby rozpacz afiszują
Taka jest natura drani
Głośno żal tu recytują

Przybierają takie pozy
Jakie czas określa role
Dzisiaj modna jest żałoba
Łączą maski w wspólne dole

Oj obłudo nasza polska
Wyszydzałaś wizerunek
Dzisiaj szlochasz tu na pokaz
Nie dla ciebie już szacunek

Hołd oddaję tym, co ciszą
Otulili swe pragnienia
Los okrutny życie skrócił
Pozabijał im marzenia

Bądź przeklęta ziemio katyńska
Która zabierasz  Polaków
Już tyle istnień pochłonęłaś
Najlepszych biorąc nam rodaków

Znowu głodna się zbudziłaś
Kawał państwa pożerając
Ślę modlitwę za te dusze
Nisko głowę pochylając





 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20